Miley
-Ale jak to?!To nie możliwe , żeby chcieli mnie zabić?Dlaczego?!-Nie wiem Miley.. O już przyszedł i macie szybko iść do jej pokoju!
-Tak jest Justin.
Szybko wyszłam z ogrodu i nie mogłam odychać.Zmęczyłam się ,ale nie poddałam się.Już byłam blisko do mojego pokoju.Otworzyłam drzwi ,a tam ktoś na mnie czekał.
-Kim ty jesteś?
-Miley to ja twój dziadek.
-Nigdy nie miałam dziadka.Przecież mój dziadek nie żyje!
-Uspokój się!Ukrywaliśmy tajemnice przed tobą i chcę żebyś już poznała prawdę.
-To słucham! I tak jestem zła.
-Usiądz.
-Nie, postoję.
-Posłuchaj, my pochodzimy z rodu królewskich , ty też pochodzisz i na ziemi oprócz twojego ojca nie byli prawdziwych , zostałaś przez nich adptowana na wzgledu bezpieczeństwa.I twój ojciec nie żyje i wysłał tu ,żebyś poznała swoją prawdę i chcę cię nauczyć niektóre rzeczy.Nie wiem czy masz taki dar.
-Jaki dar?
-No na przykład woda albo dotyk i dlatego muszę cię sprawdzić.
-A co z Justinem i Jazymn? Kim oni są dla mnie?
-Trudno powiedzieć , ale spróbuję poszukać kilka rzeczy o nich , ale moga pochodzić z naszego rodu.Twoja matka była królową i ich znała.Po jej śmierci oddała swoją wladze dla Jazymn.
-A czy mogę ją zobaczyć?
-Właśnie nie wiem ,ale słyszałem że kiedyś byłaś mała to potrafiłaś rozmawiać z duchami .Dlatego chcę to sprawdzić czy możesz porozmawiać z zmarłą matką.
Nie mogłam to uwierzyć na własne uszy.Ale dlaczego mnie to ukrywali?!
-Co ja mam zrobić,żeby mogła pogadać z nią?
-Nie wiem , niedługo będziesz miała trenigi.
-I co one dadzą mi?
-Będziesz uczyła samoobrony , rozmawiać z duchami i..Miley co ci jest?
-Nie wiem , chyba kogoś zobaczyłam...
-Kogo?Opisz jego wygląd.
-Chyba była to kobieta , która miała długą, brązowa sukienka , miała na glowie wianek z kwiatami.
-To była twoja mama , a jednak widzisz duchy.
-Naprawdę?
-Tak.
Nagle drzwi otworzyły się i wszedł Justin.
-Justin co jest?
-Miley , jest okej.Kogoś był żart ,żeby nas nastraszyć.
Coś spadło na podłogę.
-Co to było?
-Panie , nie wiem.
-Miley może zobacz kto to?
-Uhmm mogę spróbować.
Skup się.Skup się.
-Jezu...
-Coś widziałaś?
-Tak , ale to nie mama...
-A kto?
-Demon..
-Jesteś zagrożona i to poważnie.Musimy cię chronić i trenować.
-Już się boję.
Podeszłam do Justina i przytuliłam go.
-Justin..
-Miley , będzie dobrze..Obiecuję.
-Oby.
-Może lepiej idzmy na obiad?
-Dobrze , chodz Miley.
Wyszłam z pokoju i skierowaliśmy się do ogromnego wejścia do Salonu.Na stole były już przygotowane jedzenie dla nas.Usiadłam obok Justina i jedliśmy.
-Smacznego.-Życzył Justin wszystkim.
-Dziękujemy- wszyscy naraz podziękowali.
Nie mogę tego uwierzyć , co naprawdę się dzieje.